reklama

piątek, 13 grudnia 2013

Reklama to przemysł z promocją w roli napędu, czyli kij(Ci) w... mrowisko

Kolokwialnie zabrzmi, ale reklama rządzi dzisiaj całym naszym życiem. Poddajemy się sugestii, jesteśmy nieodporni na jej wpływy i pod tą presją często dokonujemy wyboru. Reklama zaskakuje czy irytuje?



Swego czasu, w gospodarce niedoboru rynkowego, na reklamę nie trzeba było przeznaczać ani środków ani zbytniego wysiłku. To, co zostało wyprodukowane zostało sprzedane, innej możliwości nie było. Z czasem nadeszły zmiany, które spowodowały, że kto się nie reklamuje ten nie zarabia. Czy jednak zmiany poszły w dobrym kierunku?

Można zastanawiać się nad treścią i formą, która niekoniecznie bywa najwyższych lotów. Feministki będą narzekać na dyskryminację, faceci na nastawionych konsumpcyjnie piwo-żłopów z zaburzeniami erekcji, a inni chociażby na treść, która ma się nijak do oferty z reklamy. Te najniższe pożyczki czasem potrafią zrujnować budżet, najlepsze ceny pozostają najlepsze, ale czy produkt jest ich wart to już sprawa dyskusyjna.
Ta forma reklamy nosi zresztą swoją osobną nazwę i nazywa się - Promocja. Dzisiaj promocje są wszechobecne i nie da się chociażby godziny życia przeżyć bez żadnej promocji. Promuje się produkty, ceny, ludzi, idee i nawet sam siebie człowiek także promuje. Sprawą dyskusyjną pozostaje, czy sposób w jaki chce się osiągnąć cel jest etyczny i moralny.
Sądząc po bezkompromisowości dzisiejszej reklamy i powiązanej z nią promocji chodzi zawsze o ten sam efekt końcowy - o korzyści i jak najszybszy zwrot z inwestycji, (i to niemałej) jaką jest reklama.
Obecnie reklamy przybierają różne formy, gdzie między innymi jedną z najlepszych jest taka, która musi zaskoczyć odbiorcę, skłonić do myślenia, spowodować czasem i szok u reklamobiorcy. W branży nazywa się to reklamą teaserową. Z reguły irytuje ona i zaskakuje. Ważne, aby się zapamiętała. To, jak z tym człowiekiem, który powiedział, że to sprawa drugorzędna, czy piszą o nim dobrze, czy źle, ważne, aby nazwisko pisali poprawnie.
Komunikacja teaserowa po raz pierwszy wykorzystana została we Francji. Teaserowy outdoor polegał na „rozbieraniu” modelki. Obok zdjęcia kobiety ubranej jedynie w strój kąpielowy widniał napis "za tydzień zdejmie górę". Odbiorcy po tygodniu nie omieszkali sprawdzić czy rzeczywiście będą mieli hucznie zapowiadany „publiczny striptease”. Nie zawiedli się. Po tygodniu modelka uśmiechała się z bilbordu już bez stanika. Kusiła też kolejna intrygująca zapowiedź: „za tydzień zdejmę dół”. Tydzień minął a modelka faktycznie została pozbawiona dolnej części garderoby, jednak ku niezadowoleniu męskiej części widowni, tym razem stała tyłem, a hasło obok wyjaśniało, że jest to reklama kremu. O tej kampanii reklamowej stało się głośno w mediach w całej Francji, a reklama teaserowa zyskała rzesze fanów i z dnia na dzień stawała się coraz bardziej popularna.
Czy w tym promocyjno-reklamowy szale nie zapominamy czasem o tym, że skuteczność wiąże się z dobrym przygotowaniem, wyborem odpowiedniego czasu i miejsca? Patrząc na reklamy, które pojawiają się w tym szczególnym okresie, jakim są np. święta sprawa staje się jasna. Nikt z konsumentów nie jest naiwny. Reklamodawcy nie chodzi o tradycję, skupienie, radość i wzajemny szacunek. Chodzi o komercję, profity i pieniądze.
W branży reklamowej mówi się, że w „treści musi być więcej mięsa”. Im bardziej jest ona szokująca tym lepiej. Jeszcze lepiej, gdy szokująca treść jest zawoalowana i tak wpleciona w przekaz, aby odbiorca utożsamiał szczególne wydarzenie z produktem, czy firmą. Kojarzycie spoty reklamowe producenta pewnego napoju przed świętami? Z czym Wam się kojarzy w tym okresie ten napój? Ze świętami, prawda. Oto właśnie chodzi w reklamie.
Czy jednak, aby na pewno o to własne chodzi? Zniesmaczeni źle zrobioną reklamą teaserową klienci, gdy już się połapią, że są manipulowani na długo negatywnie zapamiętają firmę, czy też reklamowany produkt. Jak uczy doświadczenie, taka reklama w długookresowym planie nie przekłada się na dodatnie wyniki. Stąd pytanie, czy reklamodawcom jest bliżej do zaintrygowania, czy do zirytowania?
Podobno ostatnimi laty notuje się nagły spadek wspomnianego napoju na świątecznym stole. To chyba dobrze, bo pokazuje, że nami, konsumentami jest coraz trudniej manipulować.
Prześlij komentarz